Jak zacząć się cieszyć?

jak-zaczac-sie-cieszyc

Tak po prostu, z byle czego…

Nie jestem żadnym ekspertem co do szczęścia i wiedzy na temat czerpania radości z życia, ale wiecie co? Postanowiłam Wam dzisiaj napisać co nieco na ten temat, a nóż może wyciągniecie coś dla siebie?

Słowem wstępu

Ci co mnie znają bliżej mogą śmiało stwierdzić, że jestem jedną, wielką chodzącą chandrą. Nieraz spotkałam się z takim określeniem, że złowrogo patrzy mi z oczu, jakbym nienawidziła świata i ludzi w nich egzystujących. I wiecie co, ci wszyscy, którzy tak twierdzili mieli rację, chociaż ja zawsze się do tego nie chciałam przyznać. Na ludzi w tramwajach patrzyłam jak na ten „gorszy sort” na przepychających się w pociągach, na biegnące starsze panie do autobusu, na ekspedientki na mięsnym w Simply też. Po prostu wydawało mi się, że każdy jest gorszy. Nie znałam ludzi, a oceniałam ich tak ot tak. Za bardzo nie cieszyło mnie życie, bo myślałam – z czego tu się cieszyć? Niby wszystko mam, ale wiecznie czegoś mi brakuje. Też tak macie? Szukacie dziury w całym? Macie fajne mieszkanie, ale…. Macie chłopaka, ale…..Macie super prace ale….Macie przyjaciół ale….Macie dobry telefon ale….

Wszędzie przewija się to magiczne, znienawidzone przez mojego narzeczonego słowo ALE….

„ALE” jak tego nie mówić?

Prosta sytuacja, która pewnie nie raz w Waszym życiu miała miejsce: jestem na etapie wykańczania mieszkania. Od kilku dni nieustannie rozmawiamy o szafie. Jak ona ma wyglądać, jakie ma mieć wymiary, co musi pomieścić, jakie relingi i w jakiej odległości od siebie mają się znajdować… W sobotę montaż, Łukasz pojechał na sprawdzenie jak fachowcom idzie tworzenie naszej Narnii, wysłał mi zdjęcia, a mój komentarz brzmiał: wszystko fajnie, ALE gdzie tam się zmieści odkurzacz? Miałeś podobno wszystko wymierzone, a na tych zdjęciach nie widzę, żeby on się zmieścił. Domyślacie się jaka była jego reakcja?

To tylko jeden z przykładów takiego myślenia, na co dzień to magiczne słowo przewija się przez nasze usta pewnie więcej niż jeden raz. 

Jak zacząć się cieszyć?

Tego typu myślenie powoli nas zabija. Serio, teraz nie żartuje. Może nie dosadnie, ale w przenośni na pewno. Czemu? Bo wieczne patrzenie na świat w pesymistycznych barwach psuje nasze szczęście, które gdzieś tam głęboko na bank jest. Wszyscy z natury powinniśmy być szczęśliwi, nawet z tego powodu, że po prostu żyjemy. Wiem, że ciężko nagle tak z dnia na dzień założyć różowe okulary i powiedzieć sobie, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, ale można spróbować. Jak? Powiem Wam jaki ja odnalazłam na to sposób.

Weź to co ja…

W święta usłyszałam pewną sentencję, którą znałam bardzo dobrze, ale nigdy jakoś nie przywiązywałam do niej szczególnej wagi.

Zapomnij o przeszłości, jej już nie zmienisz, żyj dniem dzisiejszym, a o przyszłość się nie martw, zaufaj.

Z moim charakterem i sposobem bycia, pewnie w normalnych, codziennych warunkach powiedziałabym na głos: ok wszystko pięknie, fajnie ALE… jak mam zapomnieć o….. jak mam żyć dniem dzisiejszym skoro….. jak zaufać jeśli….. I tak dalej i tak dalej. No właśnie…. przez chwilę pomyślałam o tym w inny sposób i od razu, jak z jasnego nieba piorun we mnie strzelił. Przeanalizowałam sobie, że kurde faktycznie przeszłość, którą mam dosyć nieciekawą powinnam zostawić daleko w tyle, zająć się dniem dzisiejszym, sobą, a o przyszłość się nie martwić. Przecież zawsze to jakoś będzie. Nie mam wpływu na to co się stanie jutro czy za tydzień. Mogę sobie owszem coś tam zaplanować, kupić wycieczkę czy powiedzieć, że na święta będę w Płocku, ale to co się wydarzy w trakcie już nie jest zależne ode mnie. Przyszłości sobie nie wywróżę, więc jedyne co pozostaje to zaufanie. A komu? Tutaj sami musicie sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ja utożsamiam to z niebem, chmurami i słońcem, a wy?

I powiem Wam jeszcze jedną taką małą ciekawostkę na zakończenie. Od razu mi lepiej, czuje się szczęśliwa i wiem, że nie mam się czym przejmować. Jakoś to będzie. Z nowym rokiem postanowiłam zerwać z przeszłością, odblokowałam na portalach społecznościowych wszystkich, którzy mi się w jakimś tam stopniu narazili, zapomniałam co złe. Przestałam się o wszystko czepiać chłopaka, mniej sprzątam w domu, żeby nie wyjść na starą kurę domową, co nieustannie zrzędzi. Nie przeszkadzają mi już skarpetki na ziemi, niech leżą, przecież to on się o nie potknie nie ja. Naczynia w zlewie również mogą być, przecież mnie nie ma pół dnia, to jemu będą przeszkadzały i to on nie będzie miał na czym zjeść obiadu… Kupiłam sobie króliczka, który jest teraz całym moim światem, zaczęłam słuchać fajnych wykładów o szczęściu. Czytam książkę Hygge (gdzie co prawda denerwuje mnie wieczne powtarzanie tego słowa, ale ciiiiiiii) I wiem, że jakoś to będzie, bo zawsze jakoś to było, prawda? Tego Wam też w Nowym Roku życzę. Żeby Wam się chciało zmienić nastawienie i żebyście byli dla siebie bardziej wyrozumiali.

Szerokości!

Zobacz inne teksty

1 comment

  1. Szczęście jest pojęciem niebywale względnym – każdy definiuje „je” inaczej ale… są „wartości”, które dla szerszego grona ludzi są lub przynajmniej bywają czynnikiem inicjującym „poczucie szczęścia”…
    Pojawiające się niezwykle często nieszczęsne „ale” jest swoistego rodzaju „szukaniem dziury w całym” – w pełni się tego nie wyzbędziemy bo leży to w naszej ludzkiej naturze ale… można w pewnym zakresie z ów „ale” walczyć… walka to nierówna ale co zrobić gdy „ale” pojawia się zbyt często…
    Nigdy nie będzie tak dobrze żeby nie mogłoby być lepiej, a tym samym „ale” zawsze będzie gdzieś na nas czyhało…
    Prawdziwe szczęście jest w nas samych i tylko my możemy je w sobie rozbudzić… oczywiście pojawiają się pewne aspekty życia, których „skutkiem ubocznym” jest pojawienie się radości, a nawet szczęścia lecz nie ma jednego uniwersalnego przepisu na szczęście…
    Może pojawić się nagle gdy nic tego nie zwiastuje lub przeciwnie nie pojawia się mimo iż wszystkie znaki na niebie na pojawienie się „jego” by wskazywały…
    Niezwykle skomplikowana i niejednoznaczna jest nasza ludzka natura…